Skip to content

Kto ukradł śnieżną zimę?

Ktoś ukradł śnieżną zimę! Na poszukiwania ruszają detektywi. Czy uda się odkryć złodziejaszka i odnaleźć śnieg przed Wigilią? Czy uda się uratować Bałwana? Czy wreszcie będą białe Święta? Jagoda, Maciej i Bartosz zrobią co w ich mocy, żeby odzyskać śnieżną zimę. Na szczęście, mogą liczyć na przyjaciół.

Ciekawe, co było dalej, prawda? To dłuższy wierszyk, jego przeczytanie zajmie Ci około 10 minut. Jeśli wolisz posłuchać, zerknij tutaj. Jednak zachęcam do przeczytania i… wysłuchania. Wesołych Świąt!

Jarosław Nykiel
Kto ukradł śnieżną zimę?

Raz w pewnym mieście, pięknym bezsprzecznie,
W środku gorączki przedświątecznej,
Rzecz się zdarzyła niesłychana:
Nagle odkryto brak śniegu z rana.

Zima zniknęła, choć ledwo przyszła.
Wczoraj tu weszła, a dziś już wyszła.
Bałwan dosłownie się załamał:
Święta bez śniegu to jakiś dramat!

Potrzebne śledztwo! Gdzie detektywi?
Nie tacy z książek, ale prawdziwi!
Ruszają Bartek, Maciej, Jagoda
Tropić złodzieja. Zimy im szkoda.

Kto ukradł zimę? To pewnie koty,
Uciekły z zimą, skacząc przez płoty!
Nie, to nie one, to raczej jeże,
Kot zimą tkwi na kaloryferze.

Jeże? A skądże – jeż jest za mały!
Poza tym, wszystkie jeże zaspały.
Prędzej już dzięcioł swoim stukaniem,
Mści się za dębów pozamrażanie.

Dzięcioł nie stuka na złość nikomu.
Szuka jedzenia i drzwi do domu.
Zimą są święta, więc wiem już chyba,
Kto jej nie lubi. Karp. Biedna ryba…

Można zapytać, lecz z nim rozmowa
Będzie dość krótka – nie piśnie słowa.
Ja się o złote liście założę,
Że to wiewiórka skradła, jak orzech.

Ruda? Nie sądzę, proszę kolegów.
Lubi się chwalić futrem na śniegu.
A ten, choć grudzień, znowu topnieje.
Kto więc jest zimy śnieżnej złodziejem?

Sroka! Czemu nie wpadłem na to dotychczas?
Ona tak kocha to, co jej błyska!
A mroźną zimą, wszyscy to wiecie,
Lodu kryształki lśnią pięknie przecież.

Sroka ukradła! Tak! Ani chybi!
Ktoś o mnie pytał? Ja mam alibi!
Choć głupio o tym skrzeczeć przy dzieciach:
Wczoraj dzień cały grzebałam w śmieciach.

Znów zaraz lecę na wysypisko.
Spytajcie sowy: ona wie wszystko.
Sowa zrobiła okrągłe oczy:
A to mnie bałwan teraz zaskoczył.

Nie wie, kto w bandzie jest śniegokradów?
Węglowym oczkiem nie widzi śladów?
To gang brudnego dymu z komina
Coraz odważniej sobie poczyna.

Wiąże smugami worki ze śniegiem
I płynie z nimi po szarym niebie.
Jeśli go zimny wiatr nie przegoni,
To całe wasze szukanie po nic.

Bałwan w rozpaczy: ile mam czekać?
Ja się tu topię, a wicher zwleka!
A może, to straszne, śnieżnej zimy
Nigdy już więcej nie zobaczymy?

Tego już było dzieciom za wiele.
Zaraz się zbiegli ich przyjaciele:
Z całego miasta dzielne dzieciaki,
A także różne miejskie zwierzaki.

Wszyscy się strasznie mocno nadęli
I dmuchać w dymy razem zaczęli.
Bartek przez szczerby świstał jak pociąg,
Maciej aż zdmuchnął samochód z ciocią.

Jagoda dęła jak halny z hali,
Mało co Klimczok się nie wywalił.
Psy wyć zaczęły jak do księżyca,
Koty miauczały: wiwat śnieżyca!

Armia wiewiórek ze świerków szczytów
Ciskała szyszki w dymnych łachmytów.
Dzięcioły i sroki trzepotały,
I inne ptaki. A jeże spały.

I nawet karp coś usłyszał chyba,
Bo puścił bąbla, ech… biedna ryba.
Może jak staw zamarznie na amen
Dadzą mu spokój z tym “świętowaniem”?

Z tych świstów i nadęć, ziań i dmuchnięć
Z tych dychnięć i tchnień, wiań i buchnięć,
Taki się zrobił wicher-wietrzysko,
Że mógłby porwać ze sobą wszystko!

Tak zawirował, tak się zawinął,
Jakby maszyny kręcił sprężyną.
Jeszcze obrócił kogutem z wieży,
Schłodził się w pędzie i w dym uderzył.

Ten zbladł, poszarzał, przez chmurę fiknął,
Przysiadł w kominie, rozrzedł i… zniknął.
Teraz dopiero zrobił się hałas!
Cała miejscowość się radowała.

Dzieci śpiewały śnieżną piosenkę,
Psy wszczekiwały się w refren z wdziękiem,
Koty miauczały z kaloryferów,
Sroka wypięła pierś do orderu.

Dzięcioł po rynnach dzwonił na wiwat,
W stawie zaś milczał karp. Biedna ryba…
Wiewiórki dały pokaz radosny.
Jeże wciąż spały (i tak do wiosny!).

Wiatr dumny szumnie po niebie śmigał,
Śmiał się w gałęziach, kręcił jak fryga.
Pozrywał czapki, psocąc jak dzieciak,
Zagrał na oknach i szszu! Poleciał…

Bałwan nie płakał! Choć chciał – z radości.
Myślał, że zima znowu zagości.
Lecz przyszedł wieczór, a śnieg nie padał.
Bałwan smutniejąc giął się, przysiadał…

Markotni spać szli duzi i mali,
Widać, na darmo tak się starali.
Znowu nie będzie biało na święta…
Ktoś śnieg w wigilię jeszcze pamięta?

Wreszcie posnęli. Gdzieś w głębi miasta,
Zegar zadzwonił, że już dwunasta.
Księżyc wychynął napoczęty.
Dzieciom śnieg śni się. I prezenty.

Czas nocnych zwierząt. Co tam u sowy?
Sowa cichutko rusza na łowy.
I mknąc bez szmeru ponad dachami,
Czuje jak wiatr musnęła skrzydłami.

Wrócił łobuziak! A to łapserdak!
Sfrunął na komin, ogonem merda.
Zerwał się nagle i z cichym świstem,
Przywiał nad dachy chmury wełniste.

Potem je przeciął ostrym podmuchem,
Jak ninja kataną worki z puchem.
Sypnęła na miasto gwiazdek chmara…
A jednak warto było się starać!

Wśród  nocnej ciszy dzieci w pościeli,
A świat pod śniegu kołdrą się bieli.
Śpiąc nosek marszczy wiewiórka mała,
Bo gwiazdka z nieba na nim stopniała.

Szczur cicho przebiegł w pośpiesznym biegu,
Ślady stawiając w świeżutkim śniegu.
Na szczęście sowa spała już syta,
Bo by szczur sobie biedy napytał.

Kot wszystko widział z kaloryfera,
I też na łowy się wybiera.
Chciał w oknie pacać jak na ekranie,
To całe białe zawirowanie.

Pacał i pacał, zasnął  o świcie,
Bardzo zmęczony swym nocnym życiem.
A kiedy we śnie ugniatał kocyk,
Miasto pod śniegiem wstawało z nocy.

Zaś najweselszym dźwiękiem z rana,
Był śmiech radosny pana Bałwana!

Bielsko-Biała, 2020-12-20

A to wersja do odsłuchania.

 

Published inBajeczkiBez kategoriiJanykiel czyta dzieciomWierszyki